Blog > Komentarze do wpisu

Indie, 90. Stołówka Guru Nanaka

Dzień 47

Harmandir Sahib. Golden Temple. Złota Świątynia. Jedna z największych turystycznych atrakcji Indii, niektórzy twierdzą wręcz, że największa po Taj Mahal. Najświętsze miejsce Sikhów, dla którego zjeżdżają tu z całego świata (w sumie jest ich około trzydziestu milionów). A że na świętości według doktryny Sikhów zarabiać nie można, wstęp do Golden Temple jest bezpłatny. Stąd rozdawane tu za darmo posiłki, a także coca cola sprzedawana pielgrzymom tuż pod bramą po 5 rupii (30gr), a więc pewniej bez najmniejszej nawet marży i jeszcze tańsza kawa.

Przy wejściu portier gestem tłumaczy, że nie wejdę w butach i bez nakrycia głowy. Błyskawicznie więc ściągam sandały i zawiązuję na głowie niebieski szalik. Z Sikhami lepiej nie zadzierać, o czym przekonała się choćby Indira Gandhi. W niespokojnych latach 80. w Amritsarze, a konkretnie w Harmandir Sahib koncentrowała się działalność sikhijskich separatystów. By stłumić te nastroje pani premier zdecydowała się wysłać tam wojsko. Żołdacy w brudnych butach i bez nakryć głowy wtargnęli do Golden Temple. Dla Sikha oznaczało to upokorzenie najboleśniejsze z możliwych. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. W 1984 roku Indira Gandi zginęła z rąk swoich sikhijskich ochroniarzy. O tym, jak bardzo zmieniły się przez te ćwierć wieku Indie, niech świadczy fakt, że obecny premier, Manomohan Sigh, jest Sikhem.

Nie zmieniła się opinia o Sikhach, jako o ludziach dumnych, honorowych, nieustraszonych, znakomitych żołnierzach - z tym, że w odróżnieniu od specjalizujących się w walkach pieszych Gurkhów, Pendżabczycy są przeważnie kawalerzystami.

Położona na sztucznym półwyspie świątynia robi piorunujące wrażenie. Pierwsza gurudwara, czyli sikhijska świątynia, powstała tu w XVI wieku. Blisko dwieście lat później zburzył ją władca państwa Mogołów, Ahmad Shah Durani, a po kilku następnych latach odbudowali pobożni Sikhowie. Obecny charakter i efektowny złoty dach podarował jej już w XIX wieku maharadża Ranjit Singh. Jej inspirowany zarówno architekturą hinduską, jak i muzułmańską kształt to w założeniu odwrócony kwiat lotosu, co ma symbolizować sikhijską pobożność i czystość. Cały budynek aż świeci się od złota. Prawdziwego złota! Do pokrycia budynku użyto aż 750 kilogramów tego kruszcu. Całość okala sztuczne jezioro Amrit Sarovar (co w punjabi oznacza basen wypełniony nektarem), od którego nazwę wzięło miasto. Kąpiel w basenie daje podobny efekt, jak ta w Gangesie - oczyszcza z grzechów.

Siedzę i patrzę na kolejnych Sikhów, którzy tylko w majtkach i turbanach ostrożnie zamaczają się w błękitnej wodzie. Obok mnie sędziwy dziadek z wnuczkiem, nieopodal dwóch krzepkich trzydziestolatków, kawałek dalej - trzej bracia, jak sądzę, zaraz za nimi - poważni staruszkowie... Wszyscy skupieni, przejęci. Mam wrażenie, że dbają o to, by nie zmarnowała się żadna kropla świętej wody. Tu już nie ma gorączkowej przepychanki z Haridwaru. Sikhowie kąpią się dostojnie, elegancko.

Po kilkunastu minutach takiej kontemplacji, otacza mnie wianuszek kilku-, najwyżej 12-nastoletnich chłopaków. Wszyscy mają na głowach pomarańczowe chustki, jakie pracownicy Golden Temple rozdają tym, który zapomnieli o turbanie, i bardzo zależy im na wspólnej sesji ze mną. Chcą też mieć osobne porterty, zdjęcia dwójkowe i trójkowe... Są weseli, sympatczni, ale sesja niebezpiecznie się przedłuża, więc żegnam się i idę dalej. W odpowiedzi chłopaki proponują, że oprowadzą mnie po tutejszym muzeum. Dziękuję, tym razem nie skorzystam.

Z obserwacji modowo - urodowych: turbany młodych obywateli Pendżabu często znacząco różnią się od tych tradycyjnych, preferowanych przez starszyznę. Zwłaszcza nastolatkowie korzystają chętnie z dość zabawnych nakryć głowy, charakteryzujących się fantazyjnym supełkiem w okolicach czoła.

fot. Guru Nanak we własnej namalowanej osobie.


Religię Sikhów stworzył żyjący na przełomie XV i XVI wieku Guru Nanak. Ideą było stworzenie systemu religijnego łączącego wszystko co najlepsze w islamie i hinduizmie. Nie przypadkiem dzisiejszy Pendżab jest najbogatszą, obok Bombaju, częścią Indii. Bez wątpienia wpływ na to miała wiara Sikhów. Pod pewnymi względami Guru wywołał rewolucję podobną tej, jaką nam w Europie zafundowała reformacja. Sikhizm jest pochwałą uczciwego, skromnego, oszczędnego i rodzinnego życia i ciężkiej pracy, ale też bogacenia się. Bo to przynosi dobre efekty nie tylko w życiu pozagrobowym, ale też tu, na Ziemi. Przy tym zawsze trzeba pamiętać, że aby praca i bogacenie się miały sens, ich efektami trzeba dzielić się z innymi, bardziej potrzebującymi. To najkrótsza i najlepsza droga do zbawienia. Sam Guru tak żył. I to jego naśladują współcześni. A analogia jest taka, że podobnie myśleli w czasach reformacji ci, którzy przyjęli protestantyzm. I tak jak w Europie (i Ameryce) finansowy sukces po latach odnieśli kalwiniści i luteranie, tak w Indiach Sikhowie.

Wspaniałą sikhijską tradycją jest nie tylko tolerancja, ale wręcz obowiązek życia w przyjaźni z wyznawcami innych religii. I jeszcze jedna reguła - żadnego nepotyzmu! Sam guru, mimo że miał dwóch zdrowych na ciele i umyśle synów, na swego następcę namaścił najzdolniejszego ze swoich uczniów. Teoria wydaje się dość utopijna, ale tu, w Pendżabie - do dziś się sprawdza.

Idę dalej. Tuż przy wejściu na „półwysep” zespół czterech muzyków, śpiewających kirtany, czyli sikhijskie hymny. Nie są to bynajmniej żadni klezmerzy, przygrywający ku uciesze turystów. Śpiew to również jeden z nakazów religijnych. Wiele z granych na muzułmańską modłę hymnów skomponował sam Guru Nanak. Wykonywał je na przemian z medytacją - w imię Boga. Jego zdaniem to była najlepsza droga do oświecenia.

I dlatego kirtany śpiewa się codziennie. Nie tylko tu, ale w każdej gurudwarze na Ziemi.

Już kiedy wychodzę, mam okazję doświadzczyć pendżabskiej gościnności, choć pewnie można by to też nazwać wypełnianiem misji Guru Nanaka, dotyczącej obowiązku dzielenia się. W przeciwieństwie do większości katolików Sikhowie traktują te powinności z wielką powagą. W Golden Temple każdego dnia średnio czterdzieści tysięcy ludzi, bez względu na narodowość i wyznanie, je przygotowany przez tutejszych kucharzy posiłek. Nie mogę tego nie doświadczyć.

Wpierw razem z innymi ustawiam się ogonku po blaszany talerz, miskę i sztućce. Potem, już piętro wyżej, czekamy w korytarzu przed ogromną halą stołówkową - zwaną Guru-Ku-Langar - w towarzystwie jakiejś setki ludzi. Trwa to piętnaście minut i wreszcie drzwi się otwierają. W środku siadamy po turecku w kilku bardzo długich rzędach. Mistrz ceremonii odmawia krótką modlitwę, a do roboty zabierają się kelnerzy. Dzierżą w dłoniach metalowe wiadra i wielkie chochle. Idąc między ludźmi szybko i sprawnie leją zielone curry, dal i jakiś biały kleik ryżowy. Inni błyskawicznie rozdają podpłomyki. Jeszcze inni rozlewają wodę do blaszanych miseczek. Jestem pod wielkim wrażenie tego, jak świetnie jest to wszystko zorganizowane. Obiad trwa dziesięć, może piętnaście minut (i jest smaczny!). Trzeba się spieszyć, bo w kolejce czeka już kolejna partia głodnych.

Schodzę na dół, gdzie podziwiam kunszt tutejszych pomywaczy. Blaszane naczynia, które tu trafiają myte są w ogromnych beczkach, zaraz potem lądują na wielkich stercie nieopodal. Towarzyszy temu huk tysięcy uderzeń blachy o posadzkę. Co zresztą nikomu nie przeszkadza. Tu się pracuje jak na pierwszej linii frontu, wyczuwalny jest ulubiony przez komentatorów sportowych „ferwor walki”. Tu liczy się czas.

piątek, 30 lipca 2010, mzungu1

Polecane wpisy

http://wildfire.gigya.com/wildfire/PostAndNavigate.aspx?iSnid=9805&networkName=igoogle§ion=&combo2=&text1=wdrodze.blox,pl&text2=&SocNetUsername=&SocNetPassword=&authCode=&HtmlContent=%3cimg%20style%3d%22visibility%3ahidden%3bwidth%3a0px%3bheight%3a0px%3b%22%20border%3d0%20width%3d0%20height%3d0%20src%3d%22http%3a%2f%2fcounters.gigya.com%2fwildfire%2fIMP%2fCXNID%3d2000002.0NXC%2fbT%2axJmx%2aPTEyNjcwMTQ3NjQ%2aNzkmcHQ9MTI2NzAxNDgwODQ2MCZwPTE%2aNjQ4MSZkPSZuPWlnb29nbGUmZz%2axJm89NWI1ZTg5MmQz%2fMzQyNDNhMDljOTg4NjA3ODIyZGUzMDImb2Y9MA%3d%3d.gif%22%20%2f%3e%3ca%20href%3d%22http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fmore%2fTfy%22%3e%3cimg%20src%3d%22http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fcount%2fTfy%2fbg%3dFFFFFF%2ftxt%3d000000%2fborder%3dCCCCCC%2fcolumns%3d2%2fmaxflags%3d12%2fviewers%3d0%2flabels%3d0%2f%22%20alt%3d%22free%20counters%22%3e%3c%2fa%3e&isLayout=false&additionalParams=&partner=146481&source=&partnerData=&postAsBulletin=false&BulletinSubject=&BulletinHTML=&captchaText=&referrer=http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fflagcounter.cgi&postURL=&previewUrl=&previewUrl2=&previewUrl3=&previewCaptureTimeout=-1&openInWindow=true&campaignId=0&adGroupId=0&creativeId=0&publisherId=0&cl=false&gen=1&srcNet=&loadTime=1267014764479&pt=1267014808460&trackCookie=