Blog > Komentarze do wpisu

Indie, 89. Polak wypija sklep nocny. Prawie...

 

Dzień 46, McLeod - Dharamsala - pathankot - Amritsar

Dwie uwagi o modzie i urodzie męskiej w Indiach:

a) w kraju Gandhiego włosy farbują jedynie mężczyźni

b) zawsze na rudo

I c): uwaga dodatkowa - jest jedno odstępstwo: kierowca autobusu do Pathankot pomalował sobie brodę na kolor wiśniowy, wpadający w fiolet. Wygląda dostojnie.

A więc jadę ze stanu Himachal Pradeś do Pathankot. Moim celem jest wprawdzie Amritsar i słynna Złota Świątynia, ale akurat jest z tym kłopot, więc jadę do Pathankot. To miasto już za granicą stanu Pendżab, a to kompletnie zmienia postać rzeczy.

- Tam, na dworcu autobusowym będziesz mógł przebierać w autobusach do Amritsaru - mówi mi pani z informacji turystycznej „Małego Tybetu”.

Wcześniej jednak muszę dotoczyć się tam. Zielona pogięta puszka udająca autobus ze średnią prękdością 40km/h toczy się wpierw himalajskimi serpentynami, a następnie przecina coraz bardziej urodzajne pola. Przy granicy z Pendżabem pojawia się sporo bardzo nietypowych riksz, takich trochę traktorów. Być może w ogóle służą głównie do pracy w polu?

Kilka kilometrów przed Panthankot nasza puszka zaczyna dymić, potem drastycznie zmniejsza prędkość - do jakichś 10 km/h (bez żadnej przesady) i ostatecznie staje na przedmieściach.

- Dalej nie pojedziemy - oznajmia kierowca.

- A co z nami?

- Złapcie sobie rikszę.

Kierowca jest na tyle uczciwy, że rikszarzowi każe jechać za uczciwą cenę, nawet jeśli wiezie białego. I rzeczywiście te parę kilometrów do dworca autobusowego przejeżdżam za 5 rupii!!!, czyli 30 groszy. I to mi się podoba. W ogóle pierwsze wrażenie z Pendżabu jest bardzo pozytywne. Ci brodaci ludzie w turbanach wydają się dużo uczciwsi od rodaków z innych części Indii. Jest to jakoś zrozumiałe, zważywszy na moralny rygoryzm, a jednocześnie szacunek dla innych, religii Sikhów.

Prawdziwy, bogobojny Sikh nie goli brody, ani włosów z głowy, które ukrywa zawinięte pod fantyzyjnym turbanem - całkiem innym niż te z Radżastanu - bo wierzy, niczym Samson, że we włosach jest siła.

W Pathankot rzeczywiście autobusów do Amritsaru jest sporo. Jeden ucieka mi sprzed nosa. Gdy próbuję go dogonić, kierowca nieco zwalnia i pokazuje ręką za siebie. Tam czeka już kolejny pojazd, przewidziany do jazdy na tej trasie.

W Amritsarze jestem przed dziesiątą wieczorem. Cały dzień jechałem więc niewielki najwyżej 250-kilometrowy odcinek. Kwateruję się w najbliższym z możliwych hostelu i marzę już tylko o kąpieli i śnie. Nie dane mi to jednak. Zanim na dobre osiądę w pokoju, dam się zaprosić na łyk taniej indyskiej whisky przez młodego Francuza, Jean Paula, który jak się okazuje jest moim sąsiadem. Chwali mi się, że udało mu się fajnie przyoszczędzić - ma najtańszy pokój w tym hotelu. Fakt, że ciasny, niski i z oknem jedynie na korytarz, ale za to ze 100 rupii tańszy. Patrzę na walające się po pokoju puste flaszki i puszki po piwie. Nie mam wątpliwości na co poszła nadwyżka budżetowa.

Kiedy dopijamy whisky Jean Paul proponuje wycieczkę do sklepu nocnego. Sam nie wiem, czemu daję się namówić. Na miejscu okazuje się, że sklep pełni też funkcje nielegalnego baru. I jeśli tylko mamy ochotę, możemy wypić tu po kielonku. Po raz pierwszy w Indiach mam przed sobą taki widoczek. Towarzystwo, jakie kręci się wokół kontuaru, też nie kojarzy się ani ze skromnymi i oszczędnymi Hindusami z innych regionów, ani pobożnymi Sikhami stąd. Ale jest wesoło. Jean Paul jest tu powszechnie znany, sprzedawca twierdzi wręcz, że jest stałym klientem lokalu. Kiedy otrzymujemy powitalne kieliszki, Sikh pyta:

- Z popitką?

Zanim zdążę odpowiedzieć, wyręcza mnie mój nowy kolega z Francji.

- Daj spokój, to Polak. On bez popitki mógłby ci ten cały sklep wypić! - krzyczy ze śmiechem.

Nie wiem, czy się śmiać czy płakać. Tak czy inaczej po całym dniu w nagrzanych blaszanych puszkach, zaczynam się czuć potowrnie senny. A sklep pana Sikha być może wypiję następnym razem.

 

czwartek, 29 lipca 2010, mzungu1

Polecane wpisy

Komentarze
2010/07/30 00:50:33
No dobra... To kiedy to przeczytam po Bożemu, od deski do deski, na papierze (papieże?) z Twoimi fotografiami na kilkudziesięciostronicowych wkładkacj. No po prostu jak zwykły człowiek - w książce? :-)
-
2010/07/30 15:08:20
Daj skończyć. Mam nadzieję, że nie potrwa to już długo. :)
http://wildfire.gigya.com/wildfire/PostAndNavigate.aspx?iSnid=9805&networkName=igoogle§ion=&combo2=&text1=wdrodze.blox,pl&text2=&SocNetUsername=&SocNetPassword=&authCode=&HtmlContent=%3cimg%20style%3d%22visibility%3ahidden%3bwidth%3a0px%3bheight%3a0px%3b%22%20border%3d0%20width%3d0%20height%3d0%20src%3d%22http%3a%2f%2fcounters.gigya.com%2fwildfire%2fIMP%2fCXNID%3d2000002.0NXC%2fbT%2axJmx%2aPTEyNjcwMTQ3NjQ%2aNzkmcHQ9MTI2NzAxNDgwODQ2MCZwPTE%2aNjQ4MSZkPSZuPWlnb29nbGUmZz%2axJm89NWI1ZTg5MmQz%2fMzQyNDNhMDljOTg4NjA3ODIyZGUzMDImb2Y9MA%3d%3d.gif%22%20%2f%3e%3ca%20href%3d%22http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fmore%2fTfy%22%3e%3cimg%20src%3d%22http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fcount%2fTfy%2fbg%3dFFFFFF%2ftxt%3d000000%2fborder%3dCCCCCC%2fcolumns%3d2%2fmaxflags%3d12%2fviewers%3d0%2flabels%3d0%2f%22%20alt%3d%22free%20counters%22%3e%3c%2fa%3e&isLayout=false&additionalParams=&partner=146481&source=&partnerData=&postAsBulletin=false&BulletinSubject=&BulletinHTML=&captchaText=&referrer=http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fflagcounter.cgi&postURL=&previewUrl=&previewUrl2=&previewUrl3=&previewCaptureTimeout=-1&openInWindow=true&campaignId=0&adGroupId=0&creativeId=0&publisherId=0&cl=false&gen=1&srcNet=&loadTime=1267014764479&pt=1267014808460&trackCookie=