Blog > Komentarze do wpisu

Indie 67. Varanasi o poranku

dzień 35, Varanasi

 

 

Esencja Indii - myślę, łażąc po tym starożytnym mieście. W tych ciasnych, brudnych uliczkach, na których co chwilę muszę przyklejać się do wiekowej ściany, by ominąć krowę, tudzież nie zderzyć się z truchtającym konduktem pogrzebowym, czuję, że zaklęta jest tajemnica. Jeśli po śmierci dusze rzeczywiście obcują z nami na każdym kroku, tu, w Varanasi jest ich zdecydowanie więcej niż gdzie indziej.

Dziś, wcześnie rano zafundowałem sobie spacer po ghatach. Powstało kilka zdjęć ze wschodem słońca w tle.

Mam okazję podglądania Hindusów przy porannej toalecie. Patrzę jak zaspani jeszcze, ospali zanurzają się w chłodnawym Gangesie. Ci odważniejsi - wskakują tam z impetem, po czym myją dokładnie całe ciało. Drewnianym kijkiem myją zęby, a potem uporczywie płuczą usta brunatno - zielonkawą wodą z rzeki, która w tym miejscu jest być może najbardziej zanieczyszczona rzeka świata. Gdy kilka lat temu zrobiono badania jej czystości, okazało się, że poziom szkodliwych substancji na niektórych odcinkach przekracza normę 340 tysięcy razy!!!

O świcie jest tu jeszcze spokojnie, nie czuć tego wszechograniającego zgiełku. Jest przyjemnie. Przede wszystkim jednak - wyjaśnienie. Ghat to specyficzny rodzaj nabrzeża, z miasta do Gangesu prowadzą szerokie, monumentalne schody, będące swego rodzaju wrotami, otwierającymi Varanasi na najświętszą ze świętych rzek (nieprzypadkowe skojarzenie z angielskim „gate”). Obok tych schodów przeważnie stoją hinduistyczne świątynie, ale też domy pogrzebowe i hospicja, w których swoich dni dożywają ci wszyscy, którzy chcąc zaoszczędzić rodzinie kłopotów i kosztów transportu przeprowadzają się tu z całych Indii.

Największy, centralny ghat nazywa się Dasaswamedh i prowadzi do niego dość szeroka ulica targowa. Można się tu najeść, napić, ostrzyc, dać się wymasować, a także kupić paan! Paan, czyli ziarenko orzecha arachidowego (ang. betel, areca), zawinięte w liść betelu, wysmarowany wcześniej specjalną pastą, na którą składa się miks przypraw - m.in. kardamon, anyżek, kokos, a także uzupełniająca niedobór wapna... jadalna kreda i, w łagodniejszych wersjach, miód. O ile w całych Indiach paan jest czymś na ulicach widocznym i obecnym, tu, w Varanasi - jest wszechobecny.

Ghatów w Varanasi i okolicach jest blisko 80. Dasaswamedh i pobliskie skrzyżowanie Godaulia to serce Starego Miasta - stąd można złapać rikszę na dworzec kolejowy, wymienić pieniądze, umówić się na rejs łódką po Gangesie. Tu co wieczór odprawiane są najbardziej efektowne pudże, czyli hinduistyczne msze. Jednak z powodów rytualnych większe znaczenie mają Manikarnika i Harischandra, gdzie zainstalowano pierwsze tu krematorium elektryczne. Pogrzeb tu jest kilka razy tańszy niż przybytku tradycyjnym - ledwie 600 rupii, czyli niecałe 40 złotych, do tego ekologiczny. Mimo to Harischandra nie cieszy się wielkim powodzeniem. Wielu Hindusów wierzy, że elektryczna spalarnia wróży po śmierci tylko jedno - złą karmę. A tego Hindus w doczesnym i pozagrobowym życiu boi się najbardziej.

Kiedy około 9. rano wracam ze spaceru, na ghatach tętni już życie. Tuż nad wodą, wprost na schodach nastoletni chłopcy grają w krykieta. Sprzedawcy opału formują w równe kwadraty, a następnie rozkładają tu krowie łajno - po kilku godzinach na słońcu wyglądem przypomina to brykiet. Całe kompanie praczy z pasją biją o bruk mokrymi prześcieradłami i kalesonami, by potem rozwiesić to wszystko wprost na murach otaczających gangeskie „wrota”. Teraz, w porze suchej, te ukośne przeważnie wodochrony wydają się być daleko (i wysoko) od brzegu. W czasie monsunu te betonowe bloki mają za zadanie powstrzymać wdzierającą się do miasta rzekę.

 

 

- Spójrz - powie mi później jeden z kelnerów na dachu Shanti Guest House - Prawdziwy, monsunowy Ganges kończy się tam, przy tych krzakach (oddalonych jakieś 500 metrów od obecnej linii brzegowej).

To w reakcji na moje narzekania, że: „Świętą Rzekę wyobrażałem sobie jako szerszą, bardziej monumentalną”. Jeśli kelner nie kłamał, w porze deszczowej, Ganges poszerza się ze trzy do czterech razy. Porównać to można chyba z ogromną, monstrualną powodzią. Tyle że Hindusi są na nią - od paru tysięcy lat - świetnie przygotowani.

środa, 30 czerwca 2010, mzungu1

Polecane wpisy

Komentarze
2010/06/30 16:07:52
Bardzo interesujący blog. Świtnie napisany, obrazowo i z poltem. Fajna szata, brązowe tło pięknie podkreśla zdjęcia. Zaczęłam czytać od od ostatniego wpisu, potem cofnęłam się do pierwszego bo mam zamiar przeczytać wszystko co pewni trochę potrwa, bo jest tego sporo. Pozdrawiam.
-
2010/06/30 19:26:50
dziękuję, polecam i pozdrawiam.
http://wildfire.gigya.com/wildfire/PostAndNavigate.aspx?iSnid=9805&networkName=igoogle§ion=&combo2=&text1=wdrodze.blox,pl&text2=&SocNetUsername=&SocNetPassword=&authCode=&HtmlContent=%3cimg%20style%3d%22visibility%3ahidden%3bwidth%3a0px%3bheight%3a0px%3b%22%20border%3d0%20width%3d0%20height%3d0%20src%3d%22http%3a%2f%2fcounters.gigya.com%2fwildfire%2fIMP%2fCXNID%3d2000002.0NXC%2fbT%2axJmx%2aPTEyNjcwMTQ3NjQ%2aNzkmcHQ9MTI2NzAxNDgwODQ2MCZwPTE%2aNjQ4MSZkPSZuPWlnb29nbGUmZz%2axJm89NWI1ZTg5MmQz%2fMzQyNDNhMDljOTg4NjA3ODIyZGUzMDImb2Y9MA%3d%3d.gif%22%20%2f%3e%3ca%20href%3d%22http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fmore%2fTfy%22%3e%3cimg%20src%3d%22http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fcount%2fTfy%2fbg%3dFFFFFF%2ftxt%3d000000%2fborder%3dCCCCCC%2fcolumns%3d2%2fmaxflags%3d12%2fviewers%3d0%2flabels%3d0%2f%22%20alt%3d%22free%20counters%22%3e%3c%2fa%3e&isLayout=false&additionalParams=&partner=146481&source=&partnerData=&postAsBulletin=false&BulletinSubject=&BulletinHTML=&captchaText=&referrer=http%3a%2f%2fs06.flagcounter.com%2fflagcounter.cgi&postURL=&previewUrl=&previewUrl2=&previewUrl3=&previewCaptureTimeout=-1&openInWindow=true&campaignId=0&adGroupId=0&creativeId=0&publisherId=0&cl=false&gen=1&srcNet=&loadTime=1267014764479&pt=1267014808460&trackCookie=